piątek, 29 grudnia 2017

Jaki procesor na początek? Ideologia w mikroprocesorach

Miał być dziś ciąg dalszy zabaw z routerem 433 ale nie będzie. Zamiast tego w ramach noworocznych porządków temat z pogranicza filozofii, ekonomi i propagandy. Pardon - reklamy Czyli takie słów kilka o amatorskiej elektronice mikroprocesorowej. Na nadchodzący nowy 2018 r.

Standardem na forach szczególnie w dziale "Piaskownica" są pytania z rodzaju >Jaki procesor na początek< i lawina dobrych rad udzielanych w odpowiedziach przez bardziej obytych z tematem kolegów. Również na wielu portalach poświęconych mikroprocesorom znajdziemy porady o sposobach wyboru "optymalnej"  kości.  Powiem od razu by nie było że kręcę - wszystkie te rady, porady można ze spokojem rozbić o kant .. i wrzucić do k...osza.

Nie ma absolutnie ŻADNEGO znaczenia jaki procesor wybierzemy na początek własnej drogi przez mikroprocesorowy świat. I jakiego programu użyjemy by go ożywić.

Wiem, wiem wielu popuka się w czoło i zapałem zacznie udowadniać przewagę  32 bitowców na układami 8 bitowymi, STM nad ATmegą a wszystkich zagłuszy zgodny chór fanów PICów Microchipa.  Powtórzę - wybór nie ma absolutnie żadnego znaczenia dla ewentualnego sukcesu osobniczego w poznawaniu tej dziedziny elektroniki/informatyki.

Większość z nas zdaje sobie sprawę, iż dajemy się nabijać w butelkę dzięki sprawności przemysłu propagandowego. Nie inaczej jest na rynku mikroprocesorów i budowanych na ich bazie układów. Jesteśmy całkowicie bezradni wobec potęgi koncernów wmawiających nam konieczność posiadana takiego czy innego układu. Wabikiem może być wszystko: śmiesznie niska cena, wyjątkowa funkcjonalność czy nieograniczone wsparcie skupionej wokół danego produktu grupy. To są memy służące jedynemu celowi - maksymalizacji liczebności targetu. Target można też pozyskiwać drogą przymusu - odgórnie wdrażanych pomysłów na mikroinformatyzację dzieci i młodzieży. Choć to drogie i nie gwarantuje sukcesu. Ale bez skokowego zwiększenia zainteresowania mikroprocesorami przez dużą liczbę osób, które zajmą się (najlepiej za darmo)wyszukiwaniem nowych nieodkrytych jeszcze pół eksploracji dla uC nie dokona się kolejna rewolucja w tym obszarze. Producenci mikrokontrolerów już dochodzą do ściany. Ścianą nie jest technologia, możliwości produkcyjne czy po prostu pieniądze. Ścianą jesteśmy my i nasze potrzeby w zakresie mikroprocesorowych urządzeń i gadżetów. Od czasów telefonu komórkowego nie pojawił się żaden istotny segment który potrafiłby wchłonąć kolejne miliardy możliwych do wyprodukowania mikroprocesorów. Producenci kości zrobią więc wszystko by wciągnąć kolejne generacje do tego wyścigu. Historia ESP8266 jest tu najlepszym przykładem. Potężny 32 bitowy procesor, z WiFi z nieprawdopodobnym wsparciem i za śmiesznie niską cenę w komercyjnych zastosowaniach robi dziś za sterownik przekaźników i miernik temperatury! A już w kolejce czeka ESP-32 który możliwościami nakrywa czapką swojego mniejszego brata.

Oczywiście dajmy się wciągnąć w ten zwariowany świat szalonego postępu i produkcji. Bo, którą z  technologii XXI wieku możemy rozwijać na swoim biurku? Mikrokomputery i ich zastosowania to tak naprawdę jedyna nowoczesna dziedzina dostępna praktycznie dla każdego. Dajmy się jej wciągnąć ale na swoich warunkach. I warto  te warunki poznać.
Najistotniejszym jest pytanie a może odpowiedź: po jaką cholerę pcham się w te klocki. Jaka siła ma mnie napędzać po kolejnych nieudanych próbach odpalenia wiekopomnych projektów z mikroprocesorem w roli głównej.
Odpowiedzi typu:
- to nowoczesna technologia i wiążę z tym nadzieje na zawodową przyszłość
- potrzebuję czegoś unikalnego niedostępnego na rynku
- zaciekawiła mnie ta dziedzina techniki
są zwykłym ściemnianiem. Gorzej, są dowodem na brak odwagi wobec samego siebie.

Tak naprawdę są tylko dwa powody dające jakąś (i mówię z góry - statystycznie niewielką) gwarancję na sukces tej zabawy. Przymus lub stwierdzenie BO CHCĘ. O przymusie nie ma co się rozpisywać - każdy uczeń  i student właściwego kierunku wie o czym mówię. Przymus nie gwarantuje sukcesu  ale daje wystarczającą motywację.

JA CHCĘ rozwiązuje lub rozwiąże w przyszłości większość problemów jakie napotkamy na starcie: brak znajomości prawa Ohma budowy tranzystora, programowania, angielskiego, brak pieniędzy czy czasu. Wszystko co niezbędne przyjdzie we właściwym czasie. Samo. Pierwotne motywacje "chcenia" są więc bez znaczenia. Im szybciej zapomnimy o tym co skłoniło nas do kupienia pierwszego modułu tym lepiej. W trakcie zabawy dowiemy się i tak prawdy o sobie. I szybko (6-12 mscy) zweryfikujemy czy i co nas kręci w mikroprocesorowym świecie. Jeśli nic - bez żalu oddajmy UNO czy malinę koledze. Ale jeśli jest cokolwiek co nie daje o sobie zapomnieć, co zmusza do kolejnych (nieudanych) prób, do .... to idź w to jak w dym. I bez znaczenia czy jest to programowanie, łączenie i uruchamianie elementów elektronicznych, budowa konkretnego urządzenia, prowadzenie mikroprocesorowego bloga czy dziesiątki innych nieodkrytych jeszcze przed tobą motywacji. Tam jest szansa na "rozwój", satysfakcję a może nawet pieniądze i lokalną sławę.

Jedno jest tylko pewne: rzeczywista wartość (nazywana wartością dodaną) nie jest podana na tacy przez korporacje zachęcające nas do wysiłku i kupienia czegokolwiek z setek tysięcy mikroprocesorowych gadżetów. I tak naprawdę w tych gadżetach nie chodzi o zarobek (nie przede wszystkim). Chodzi o ciebie. Tam nie ma kompletnie nic wartościowego dla twojej przyszłości poza mglistą obietnicą zatrudnienia w jakieś korporacji na podrzędnym stanowisku.  
Wartość jest (lub nie)  tylko w tobie. Mikroprocesorowy świat jest niezłą i tanią formą sprawdzenia tego faktu. Jak? A to już opowieść na całkiem inną bajkę.

Na razie gorąco zachęcam do eksperymentów z samym sobą w roli głównej. I odnalezienia prawdziwej odpowiedzi CZY CHCĘ.

Czego sobie i Wszystkim fanom mikroprocesorów życzę w nadchodzącym 2018 r

A ciąg dalszy? Sie zobaczy....

108

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza